2009-07-21

Monastyczna tożsamość Pustelni Złotego Lasu

Wprowadzenie

Szeroko rozumiana kultura odgrywała i nadal odgrywa w życiu monastycznym olbrzymią rolę, a środowiska monastyczne wyróżniały się kulturotwórczą działalnością. Jej wymiar był zależny od przyjętej przez monastery reguły, zwyczajów przeniesionych z macierzystego monasteru, czasu i miejsca fundacji, roli i wpływów fundatora, składu konwentu i indywidualności opata. Kultura monastyczna i działalność kulturotwórcza monasterów benedyktyńskich, w tym kamedulskich, nie powstała i nie istniała w próżni. W dziejach państw i regionów była podmiotem i przedmiotem, kształtowała rzeczywistość, w której zaistniała i była przez nią kształtowana, ale zawsze zachowywała swoją tożsamość. Niemal cała kultura średniowiecza była przesiąknięta monastycyzmem (szczególnie od VIII do XII wieku). Nie zmalała po wieku XII gdyż monastery nie znikły z mapy Europy, a tym samym nie znikła wytwarzana i inspirowana przez monastery literatura i sztuka. Gdy kultura monastyczna wchodziła w żywy kontakt z otoczeniem, wzajemnie oddziaływanie mnichów na społeczeństwo i społeczeństwa na mnichów pogłębiało się i powiększało swój obszar.

Kulturotwórcze i społeczne
oddziaływanie pustelni kamedulskich w nowożytnej Polsce

Reguła św. Benedykta z Nursji którą, po oderwaniu się o benedyktyńskiego pnia zachowali kameduli, nakazywała pracę ręczna i intelektualną. Do tych celów kameduli z Kongregacji Góry Koronnej dostosowywali urbanistykę i architekturę swoich pustelni. Koncepcja ta dotyczyła wszystkich zabudowań, a więc budynku świątyni, domków pustelniczych, zabudowań klasztornych mieszkalnych i gospodarczych, archiwum, biblioteki i budynku przeznaczonego dla gości. Paweł Justiniani (1476-1528) niewątpliwie człowiek renesansu, tworząc Kongregację Góry Koronnej położył szczególny nacisk na studia, a tym samym na tworzenie archiwów i bibliotek we wszystkich pustelniach kamedulskich tej Kongregacji.

Dla terenu ziem polskich zachowane archiwalia, zgromadzone i opracowane przez historyków proweniencji benedyktyńskiej: o. Pawła Tadeusza Szczanieckiego OSB, br. Michała Tomasza Gronowskiego OSB i Janusza Wacława Koralewskiego, pozwalają na nakreślenie wzajemnego przenikania się wpływów mniszych i społeczeństwa. Zakres tego wzajemnego oddziaływania był zależny od sposobu zażądania posiadłościami należącymi do kamedulskiej pustelni, uposażenia i obszaru. Jednak miejscem szczególnego wzajemnego oddziaływania były tereny samych pustelni, spotkania na jej terenie z ówczesnym ziemiaństwem i arystokracja rodową. Kontakty, na terenie pustelni, z ziemiaństwem i arystokracją miały swój początek w spotkaniach z rodziną fundatora.

Budowanie na terenie kamedulskich pustelni domów gościnnych i sama gościnność była i jest dziedzictwem wyniesionym z benedyktyńskiego pnia. W Pustelni Srebrnej Góry na, wówczas, podkrakowskich Bielanach dom gościnny, archiwum i biblioteka przylegają, od strony północno-zachodniej i południowo-zachodniej bezpośrednio do kościoła. W skrzydle południowym usytuowano też dodatkowe cele gościnne. Dom gościnny usytuowany w skrzydle południowo – zachodnim był zasadniczo przeznaczony dla ziemiaństwa (szlachty herbowej) i arystokracji rodowej oraz wyższego duchowieństwa. W skrzydle południowym usytuowano cele dla zwyczajnych gości kamedułów.

W Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach dom gościnny został usytuowany od strony północnej, w jednej linii z domkiem pustelniczym fundatora. W tym domu gościnnym zatrzymywało się ówczesne ziemiaństwo, arystokracja i wyższe duchowieństwo. Archiwum i biblioteka zostały usytuowane, zgodnie z zwyczajem przyjętym w tej Kongregacji, w budynku świątyni, od strony północnej, nad kapitularzem i kaplicą (grzebalną) św. Jana Chrzciciela. Celki gościnne dla zwyczajnych gości tej pustelni zostały usytuowane w skrzydle północno – zachodnim, od strony placu przykościelnego.

Podobnie jak na podkrakowskich Bielanach, kameduli w Rytwianach utrzymywali kontakty z rodziną fundatora i jego spadkobiercami oraz średnim i wyższym duchowieństwem. W przypadku podkrakowskich Bielan zachowały się listy przebywających tam gości. W przypadku Rytwian nie mamy dostępu do takich dokumentów, jeżeli się zachowały, więc jesteśmy zdani na informacje pośrednie. Bywały tu rodziny kolejnych właścicieli Rytwiańskiego klucza: Tęczyńscy, Opalińscy, Lubomirscy, Sieniawscy, Czartoryscy, Potoccy i Radziwiłłowie. Spotkania arystokracji rytwiańskiej pustelni miały przede wszystkim charakter dni skupienia, ale były też spotkania towarzyskie w innej niż dworska atmosferze. Tutaj rodziły się myśli o Polsce, tutaj formowano serca i sumienia tych, którzy w dziejach ojczyzny zapisali najbardziej chlubne karty. Rody kolejnych właścicieli rytwiańskich dóbr troszczyły się o materialny byt kamedułów a kameduli o ich życie duchowe. Tu warto zauważyć, że kameduli pojawili się w Polsce w tym samym czasie co pijarzy. Pijarzy zajmowali się formowaniem sumień i kształceniem młodzieży szlacheckiej i arystokratycznej, a kameduli kształtowaniem sumień tych, od których losy Polski w znaczącym stopniu zależały. Warto też przypomnieć, że kameduli, przede wszystkim z Wyspy Wigierskiej, fundowali stypendia na studia zagraniczne dla uboższej młodzieży szlacheckiej a dla dzieci włościan zakładali szkoły powszechne. Kameduli z Rytwian fundowali, nieliczne wprawdzie, stypendia na studia artystyczne zagraniczne w Italii, dla wybranej a uzdolnionej młodzieży.

Archiwum Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach zostało, po kasacie, rozproszone w archiwach państwowych i kościelnych, przede wszystkim na terenie zachodniej i południowej Polski. Biblioteka Pustelni Złotego Lasu, bogato wyposażona przez Łukasza Opalińskiego i jego spadkobierców, a przede wszystkim przez Marie Zofię z Szaniawskich Czartoryską. Według spisu z 1709 roku w księgozbiorze tej pustelni znajdowało się 500 tomów. Po rozproszeniu księgozbioru, po kasacie, część starodruków trafiła do Biblioteki kapituły Katedralnej we Włocławku, Biblioteki Miasta Stołecznego Warszawy i Gabinetu Starodruków Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego.

Warto też zwrócić uwagę na działalność z pogranicza kulturalnego i gospodarczego. Najlepiej uposażona była Pustelnia Wyspy Wigierskiej. Pustelnia Złotego Lasu została uposażona w położone koło Połańca wsie; Gieragi, Zarębin (obecnie Zrębin), Kamieniec i Wolicę koło Wiślicy. W Kamieńcu znajdował się folwark co pozwala wnioskować, że wioski leżące w pobliżu Połańca były zarządzane przez mianowanego przez kamedułów zarządcę cywilnego. W Wiślicy były trzy młyny oddane kamedułom w dzierżawę a w Wolicy był mianowany przez kamedułów cywilny zarządca. Ponadto PZL została uposażona w czynsze oparte na dobrach Hałasy i Mysłakowice oraz połowę wsi Szczęka (obecnie Szczeka). Przy pustelni istniała apteka zielarska, więc mnisi zajmowali się ziołolecznictwem udzielając pomocy tak okolicznej ludności jak też pielgrzymom i innym wędrowcom.

W Pustelni Złotego Lasu zaistniał inny, niż w Pustelni Srebrnej Góry, system zarządzania posiadłościami ziemskimi. Nie były one zarządzane bezpośrednio przez mnichów, jak to miało miejsce w Pustelni Srebrnej Góry w podkrakowskich Bielanach. Nie zaistniała więc tego typu harmonia jak miedzy michami bielańskimi a mieszkańcami Mnikowa i Mnikówka. Zachowane archiwalia pozwalają stwierdzić, że podobna harmonia zaistniała między pracownikami najemnymi zatrudnianymi do prac gospodarczych, szczególnie w obrębie klauzury, a tutejszymi kamedułami. Byli to najczęściej chłopi bezrolni. Posiadłości rolne kamedułów były zarządzane przez zarządców cywilnych miniowanych przez tutejszych kamedułów. Zachowane dokumenty nie zawierają skarg na zarządców i dzierżawców, czyli nie zaistniały napięcia między włościanami a zarządcami czy dzierżawcami. W posiadłościach zakonów proweniencji benedyktyńskiej; benedyktynów, cystersów i kamedułów, nie stosowano kar cielesnych, chłopi mieli, oprócz niedzieli, inny dzień wolny od pracy, pańszczyzna była znacznie niższa i nigdy nie było buntów chłopskich. Nieliczne zachowane dokumenty zawierają informacje o opiece duszpasterskiej sprawowanej przez kamedułów nad pracownikami i okolicznymi włościanami.

Zagadkowym wydarzeniem pozostaje zburzenie, około 1643 roku na polecenie Stanisława Łukasza Opalińskiego, kamedulskich młynów w Wolicy. Jeżeli jeszcze można wyjaśnić postępowanie S. Ł. Opalińskiego, to zdumienie budzi pasywna postawa zarządców i włościan. Zachowane archiwalia nie pozwalają na danie sensowne wyjaśnienie tego wydarzenia. Natomiast w przypadku postępowania Stanisława Łukasza Opalińskiego nie było to obrazem pogarszających się relacji miedzy właścicielami rytwiańskich dóbr a kamedułami, ale aktem awanturniczego trybu życia tego możnowładcy.

Pustynia, samotność i cisza

Wołanie pustyni, którego świadkiem jest nasza epoka, było znane ludziom wszystkich czasów. Słyszeli je wyznawcy hinduizmu, buddyzmu, judaizmu i chrześcijanie. Jednak motywacje odchodzenia na pustynię były i są złożone. Tyrania wygody, usług, postęp cywilizacji powodowały i powodują zrozumiałą redakcję w obronie indywidualnej wolności jaką daje samotność. Motywacje negatywne: ucieczka przed udrękami codziennego życia, hałasem, tłumem i chaosem były właściwe ludziom wszystkich czasów i są aktualne współcześnie.

Człowiek określił siebie jako “animal sociale”, czyli żywą istotę społeczną, ale wrodzone mu pragnienie samotności pozostało w nim żywe, a w dziejach ludzkości okazało się zjawiskiem powszechnym. To szukanie samotności spotykamy w niemal wszystkich religiach. Życie w samotności nie tkwi swoimi korzeniami w chrześcijaństwie, gdyż nie jest konsekwencją chrześcijańskiego Objawienia Bożego. Pragnienie samotności jest fundamentalnym instynktem ludzkiej natury, znajdującym swoją realizację w zależności od środowiska. Odpowiedź na apel pustyni, sposób poszukiwania Absolutu, obrzędy, dyscyplina i asceza które z tą odpowiedzią się łączą, mają ścisły związek z systemem religijnym i społecznym w łonie którego są realizowane. Wspólnoty pustelnicze istniały w świecie przedchrześcijańskim na długo przed Chrystusem, a w świecie chrześcijańskim zaczęły się pojawiać od III wieku po Chrystusie.

Zrozumienie potrzeby odchodzenia na samotność, nawet na określony czas, dla spotkania z Absolutem, ma w dziejach ludzkości swoje przypływy i odpływy. Spojrzenie wstecz i na czasy współczesne pozwala zauważyć, że zbyt często ograniczano i ogranicza się czas przeznaczony na samotność, na rzecz przebywania we wspólnocie, działalność apostolska i społeczną. To smutne zjawisko ma ma swoje miejsce tak w życiu kościelnym jak i świeckim. Ten duch swego rodzaju uwielbiania pracy głęboko wtargnął w ludzkie życie powodując wewnętrzne rozbicie człowieka i w konsekwencji zatracenie umiejętności życia w jedności z otaczającymi nas ludźmi. Dla scalenia wewnętrznego, dla życia w jedności z innymi, można dojść tylko w samotności i ciszy. Człowiek musi do końca zrozumieć, że nie jest tylko pracownikiem o określonym zawodzie, który ma wykonywać w rzeczywistości swojego życia, ale przede wszystkim ze swej natury i powołania adoratorem Boga zobowiązanym do Jego poznawania i uwielbiania. Ta potrzeba znalezieni czasu przeznaczonego na odejście na samotność i ciszę istnieje w każdym człowieku niezależnie od jego przynależności zawodowej, społecznej, cywilizacyjnej czy religijnej. Rezygnacja z czasu przeznaczonego na samotność jest wyrazem niewłaściwego ustawienie hierarchii wartości. W naszej obecnej rzeczywistości dominacja pracy sprawiła, że zatracamy poczucie wartości nadprzyrodzonych a nawet elementarnych wartości humanistycznych na rzecz zaspokajania potrzeb materialnych i szukania zapomnienia w hałaśliwym tłumie. Nie chodzi tutaj o jakąś minimalizację pracy, ale o jej wkomponowanie w całość ludzkiego życia, by ludzka praca była kontynuowaniem dzieła stworzenia. Oczywiście, praca musi mieć swój wymiar ekonomiczny, ale aby tak potraktować pracę, trzeba przyjął bardzo podstawową hierarchię wartości. Praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy a ekonomia jest po to, by służyła człowiekowi a nie człowiek ekonomii.

W odchodzeniu na pustynię, na samotność i ciszę, nie chodzi o wyobcowanie poszczególnych ludzi w ich wspólnotach, ale o wyrwanie człowieka z anonimowego tłumu i ustawienie go do osobowych relacji w Bogiem i drugim człowiekiem, by w tych relacjach człowiek odnalazł , samego siebie, drugiego człowieka i spotkał Boga. Pozostawienie człowieka samego w anonimowym tłumie, obciążenie go pracą tak, aby nie miał czasu ani sił dla wartości pozamaterialnych, pociąga za sobą niebezpieczeństwo poświęcenia osób rzeczom. Jest to smutny obraz naszej rzeczywistości w której postępuje proces uprzedmiotowiania człowieka, podporządkowani9a go rzeczom i traktowania jak przedmiotu użycia.

Wołanie pustyni było i jest aktualne dla ludzi wszystkich narodów, wszystkich czasów i wszystkich religii. Jej głos był i jest rozumiany i przyjmowany jako zaproszenie od Boga na spotkanie miłości i pojednania, wejścia w głąb samego siebie aby spojrzeć na samego siebie w prawdzie, poddać się oczyszczeniu i do końca zaufać Bogu by dać o Nim świadectwo.

Współczesny człowiek może to uczynić przez czasowe odchodzenie na samotność, wchodzenie w ciszę aby mieć czas i miejsce dla Boga i dla samego siebie. Takie odejście na pustynię, dla spotkania z Bogiem, jest też wysiłkiem zbliżenia się do człowieka od strony jego głębi, próbą przedarcia się przez to, co jest w relacjach międzyludzkich pospolite i skażone, aby dojść do samego korzenia człowieka tam, gdzie wychodzi on rąk Bożych. Chodzi tutaj o dotarcie do takich głębin człowieka, gdzie on naprawdę jest sobą, bez deformacji której uległ w świecie pod wpływem atmosfery grzechu. Tak rozumienie odchodzenie na pustynie jest wysiłkiem totalnej miłości do Boga a jednocześnie miłości do człowieka, aby zobaczyć, aby zobaczyć i poznać kim on jest naprawdę w Bogu i według myśli Bożej pomóc mu osiągnąć zbawienie. Tylko człowiek który sam żyje na głębinach może dotknąć drugiego człowieka naprawdę głęboko. Zwyczajne płaszczyzny międzyludzkich relacji leżą zazwyczaj na peryferiach prawdziwego człowieczeństwa i przez tą swoją powierzchowność spłycają i zniekształcają w ludziach myśl Bożą i obraz Boży. Na tle tej sytuacji odchodzenie na pustynię jest zbliżaniem się do człowieka i do Boga.

W hałaśliwym zgiełku życia trzeba znaleźć, na to spotkanie, czas i miejsce. W naszej ludzkiej szarej codzienności z trudem wygospodarowujemy chwilę na samotność. Trzeba zdobyć się na odwagę oderwania się od realiów naszego życia, które ginie w nicości niczego po sobie nie pozostawiając i wejść na pustynię, przekroczyć bramę, za którą czeka nas spotkanie z samym sobą i Bogiem.

Kameduli

Kameduli to mnisi benedyktyńscy realizujący ideały reformy zapoczątkowanej przez Romualda z Rawenny. Nazwa pochodzi od Campo di Maldoli (Campus Maldoli), czyli Doliny Maldolego położonej w pobliżu Arezzo, gdzie według tradycji Romuald z Rawenny wybudował pierwszy erem, a dokładniej określając opactwo, w którym żyły dwa rodzaje mnichów: u stóp góry w klasztorze – cenobici, a na zboczu góry, w pustelni – eremici. Od skrótu nazwy tej doliny powstała nazwa miejscowości Camaldoli i nazwa mnichów eremitów.

Kameduli są jedną z gałęzi benedyktynów. W wieku XI wokół opactw benedyktyńskich, nazywanych wówczas czarnymi mnichami, zaczęły tworzyć się osady które z czasem stawały się miastami. Opactwa się bogaciły a mnisi zajęci pracą administracyjną i gospodarczą mieli coraz mniej czasu na czytanie duchowe, modlitwę i wypoczynek. Zmniejszał się też obszar czasu w którym mnich mógł przebywać na samotności. Problem usiłowano rozwiązać przez zmniejszenie czasu przeznaczonego na czytanie duchowe i modlitwę indywidualną i wypoczynek na rzecz pracy administracyjnej i gospodarczej, pozostawiając bez zmian obszerny blok modlitw wspólnych. Tym samym zaburzona została dotychczasowa harmonia jaka istniała miedzy wszystkimi rodzajami mniszych zajęć a zaczęła dominować praca. Bogacenie się opactw pociągało za sobą wchodzenie ich w relacje gospodarcze, a później też administracyjne z feudałami świeckimi, co sprawiało, że stawały się one przede wszystkim majątkami ziemskimi w których kult pracy stawał się ważniejszy od kultu Bożego. Wywoływało to zrozumiałą reakcję w obronie tej harmonii i prawa do samotności. Nie chodziło, w tej reakcji obronnej, o zminimalizowanie pracy gdyż św. Benedykt z Nursji, którego Regułę kameduli zachowali, wyraźnie napisał Wtedy bowiem są naprawdę mnichami, gdy żyją z pracy rąk własnych, jak Ojcowie nasi i Apostołowie.” (RB XLVIII,8), ale o właściwe jej ustawienie w całokształcie mniszego i każdego ludzkiego życia, czyli by praca służyła człowiekowi a nie człowiek pracy.

W praktyce życia codziennego benedyktynów i kamedułów praca była, jest i będzie zawsze obecna. Jednak miała, ma i będzie miała sobie właściwe miejsce i jako taka zawsze będzie podporządkowana człowiekowi, czyli praca będzie dla człowieka a nie człowiek dla pracy.
Pierwsi chrześcijanie a następnie mnisi rozumieli, że ciągłe życie w tłumie nie jest właściwe człowiekowi, więc wywołuje zrozumiałą reakcję w obronie swojej samotności. Wprawdzie człowiek określił siebie jako animal sociale, czyli żywą istotę społeczną, jednak pragnienie samotności pozostało w nim zjawiskiem żywym i ciągle aktualnym. W każdej epoce, w niemal wszystkich częściach świata i we wszystkich religiach, odnajduje się to pragnienie i poszukiwanie samotności. Jest ono fundamentalnym instynktem ludzkiej natury znajdującym różne sposoby realizacji w zależności od wyznawanej religii i kręgu kulturowego. Poszukujący samotności rozumieją, że szczęście i trwały pokój wewnętrzny odnajdą unikając tłumu, a nie podążając za nim.

Życie pustelników – kamedułów przebiegało harmonijnie łącząc z sobą trzy podstawowe elementy: życie duchowe, pracę i wypoczynek. Również zwyczajny dzień był podzielony na czas przeznaczony na modlitwę, czytanie duchowe, studium, pracę i wypoczynek. Rytm życia był zgodny z porami roku i porami dnia. Zapewniało to kamedułom zdrowie i długowieczność, ale też dobre wyniki w zbiorach płodów ziemi, a tym samym dobre wskaźniki ekonomiczne. W podobny sposób zorganizowane było życie i praca włościan na terenach należących do kamedulskich pustelni. W posiadłościach benedyktyńskich i kamedulskich nigdy nie było buntów chłopskich, a włościanie nie doznawali nędzy. Tak trwało aż do kasaty kamedulskiej Pustelni Złotego Lasu przez rząd carski w czerwcu 1819 roku. Po tej kasacie, gdy zabrakło troskliwych gospodarzy, zakończył się czas społecznej roli rytwiańskich kamedułów w ziemi staszowskiej.

POKAMEDULSKA
PUSTELNIA ZŁOTEGO LASU W RYTWIANACH
i KOŚCIÓŁ POD WEZWANIEM ZWIASTOWANIA NMP

Pustelnia Złotego Lasu z kościołem pod wezwaniem Zwiastowania NMP w Rytwianach została ufundowana przez Jana Magnusa Tęczyńskiego (1581-1638), wojewodę krakowskiego. Zapisu fundacyjnego dokonano 15 II 1621 roku w Nowym Korczynie. Budowę rozpoczęto tego samego roku. Kościół był konsekrowany 27 IX 1637 roku przez biskupa Tomasza Oborskiego z Krakowa. Biblioteka kamedułów w Rytwianach została bogato uposażona przez Łukasza Opalińskiego a przede wszystkim przez Marię Zofię z Szaniawskich Czartoryską. Kasata nastąpiła w roku 25 VI 1819, w okresie niewoli narodowej, na mocy dekretu ks. Franciszka Skarbek Malczewskiego, arcybiskupa warszawskiego (1818-1819). Po kasacie zamieszkujący pustelnię kameduli zostali przeniesieni do Pustelni Srebrnej Góry na podkrakowskich Bielanach. Klucz Rytwiański, przeszedł w posiadanie hrabiego Adama Potockiego.

W pierwszych latach po kasacie i po opuszczeniu przez ostatnich kamedułów pustelni w 1825 roku, kościół poklasztorny przeszedł pod opiekę proboszczów z Połańca i Staszowa. W latach 1860 - 1864 przebywali tu, franciszkanie - reformaci z Sandomierza.

W roku 1935, z inicjatywy księcia Artura Radziwiłła, właściciela Klucza Rytwiańskiego, erygowano tu parafię, zachowując wezwanie Zwiastowania NMP. Od jej powstania, do czasów obecnych, kierowali nią następujący proboszczowie: ks. Wacław Siwiec (1935-1939), ks. Jan Fornalski (1939-1946), ks. Kazimierz Strzyż (1946-1960).

W roku 1960 do parafii przybył ks. Adam Łęcki, objął funkcję proboszcza i pełnił ją do roku 1995. Ks. Adam Łęcki, urodzony w roku 1920, wyświęcony 10 VI 1951 roku, mianowany w roku 1986 kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej w Sandomierzu mieszkał na terenie Pustelni Złotego Lasu. Od roku 1995 do 2006 pełnił funkcję kustosza pokamedulskiego kościoła, i sprawował posługę duszpasterską troszcząc się o losy Pustelni.

W roku 2002 bp Wacław Józef Świerzawski, dekretem nr 498/2002 z dnia 30 IV 2002, ustanowił rytwiańską świątynię Kościołem Rektoralnym. Dekretem nr 516/2002 z dnia 7 V 2002 jej rektorem mianował ks. Wiesława Henryka Kowalewskiego, który zamieszkał na terenie pustelni, w dawnym tzw. Eremie Tęczyńskiego. Funkcję kościoła parafialnego, od 2001 roku, pełni nowy kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbego, usytuowany w centrum Rytwian, gdzie proboszczem od 1995 r. jest ks. Waldemar Marek Farion.
Jesienią 2004 roku w powstała myśl o założeniu tutaj ośrodka o charakterze rekolekcyjno – wypoczynkowym dla ludzi zagonionych, zapracowanych, aby mogli w samotności i ciszy spotkać się z Bogiem i zregenerować swoje siły. Podejmowano różne próby zdobycia źródła finansowania do realizacji tego pomysłu. Dopiero w roku 2006 Kościół Rektoralny p. w. Zwiastowania NMP w Rytwianach uzyskał dofinansowanie ze środków Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Pozyskane środki finansowe przeznaczono na odbudowę trzech skrzydeł klasztornych; północno – zachodniego, południowo – zachodniego i południowego. W tych budynkach rozmieszczono: na parterze skrzydła północno – zachodniego sale wielofunkcyjne przeznaczone do zajęć terapeutycznych i biura, w skrzydle południowo – zachodnim; recepcję i sale konferencyjne a w skrzydle południowym refektarz i kuchnię z zapleczem. Na poddaszu tych skrzydeł usytuowano pokoje gościnne, jedno, dwu i trzy osobowe, z łazienkami. Ponadto na poddaszu skrzydła południowo – zachodniego usytuowano kaplicę. W tak przygotowanym zespole budynków otworzono, wyżej wspomniane, Relaksacyjno – Kontemplacyjne Centrum Terapii z przeznaczeniem dla pracoholików, siecioholików, zakupocholików i innych uzależnionych cywilizacyjnie. Pokamedulski zespół klasztorny jest, dla tego celu, idealnym miejscem, gdyż terapię tego rodzaju uzależnień cywilizacyjnych można znakomicie wkomponować w obyczajowość i duchowość kamedulską.

Janusz Wacław Koralewski
Renata Kosińska